”Choć przyjechałem tu ze względu na morze, nie mam ochoty iść na plażę. W ciągu czterech dni byłem raz: rzędy pulpetów obojga płci, które idą w miliony, niby kolonia lwów morskich bijąca się o kawałek miejsca na piasku. Kobiety z gołymi cyckami stojące prawie bez ruchu w wodzie do kolan. Piwo, pączki, mewy dziobiące człowieka po palcach u nóg. A z wszystkich megafonów ta nasza odpustowa muzyka, jak do jednego zbiorowego tańca brzucha. Dalej Cyganki sprzedające gotowaną kukurydzę, dzieciaki z gołymi tyłkami grzebiące w piasku. Morze strasznie się zestarzało przez zaledwie dwa tysiąclecia: niegdyś Wenus wychodząca z piany na rozłożystej muszli, dzisiaj zgrzybiałe kurwiszcze ze szminką na zębach, schowane za pudrową maską.
Mircea Cărtărescu “Wybrzeże wygnania”, zbiór reportaży znad Morza Czarnego „Odessa transfer”.