”W 1410 r. polska armia nadciągnęła od strony Działdowa, gdzie przez jakiś czas zatrzymała się w obozie pod Dąbrównem, które było wówczas bardzo dobrze umocnione, a dokąd uciekło wielu ludzi z całej okolicy, obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Ponieważ miasto nie chciało się poddać, zostało wzięte szturmem i nieprzyjaciele wdarli się do wewnątrz, dokonując haniebnych czynów. Wszystko, co można sobie sobie wyobrazić, wściekłość, zuchwałość i okrucieństwo, zostało przez nich popełnione w tym nieszczęsnym mieście. Starcy i młodzi, bezbronni, także uzbrojeni, zostali wycięci w pień. Białogłowy zostały rozebrane do naga i tak oprowadzane, a wiele kobiet i dziewcząt chorych lub nawet martwych zostało zgwałconych. Potem miasto zostało splądrowane i spalone. Kiedy już wszystko legło w gruzach, wrogowie pojmali jeszcze 700 osób, które uniknęły miecza i, zmęczeni mordami, poprowadzili nieszczęśników do wody, żeby ich utopić. Na szczęście jednak dowiedział się o tym król Jagiełło i zabronił tego czynić, jednak musiał każdą osobę wykupić od gnębicieli za pół grosza.
Kronika Miasta Dąbrówna, zebrana przez rektora Christiana Beniamina Bocka (podobno największy udział w opisanej masakrze miały pułki tatarskie towarzyszące armii litewskiej).